Chyba każdy kierowca zna to nieprzyjemne uczucie. Jedziesz spokojnie przed siebie, słuchasz radia, aż nagle spod maski dochodzi dziwny dźwięk. Albo gorzej – na desce rozdzielczej zapala się czerwona kontrolka, a silnik traci moc.
Awaria samochodu w trasie to zawsze duży stres. Nieważne, czy jedziesz starym, poczciwym kompaktem, czy pachnącym nowością autem prosto z salonu. Rzeczy martwe po prostu się psują.
W takich momentach bardzo łatwo o nerwy i panikę. Zaczynamy gorączkowo szukać rozwiązania, dzwonić do znajomych i zastanawiać się, ile będzie kosztowała naprawa.
Tymczasem najważniejsze to zachować zimną krew i zadbać o to, żeby nic nikomu się nie stało. W tym artykule na spokojnie omówimy, co dokładnie powinieneś zrobić, gdy auto odmówi posłuszeństwa na drodze.
Podpowiemy też, dlaczego wozimy w telefonie numery do zaufanych fachowców. Sprawdzona pomoc drogowa MIRMAR nieraz uratowała już kierowcom urlop czy ważny wyjazd służbowy.
Najczęstsze usterki, czyli dlaczego stajemy na poboczu?
Nawet jeśli regularnie serwisujesz swoje auto i chuchasz na nie każdego dnia, pewnych rzeczy po prostu nie da się przewidzieć. Czasami to kwestia pecha, a czasem stanu naszych dróg.
Z doświadczenia firm holowniczych wynika, że większość wezwań dotyczy kilku standardowych, powtarzających się problemów. Warto wiedzieć, co najczęściej zawodzi, żeby być na to mentalnie przygotowanym.
Przebita opona i uszkodzone felgi
To absolutny klasyk. Najechanie na ostrą śrubę, kawałek szkła czy po prostu wpadnięcie w głęboką dziurę, których po zimie nie brakuje. Opona traci ciśnienie, a my musimy zjechać na bok.
Pół biedy, jeśli masz w bagażniku pełnowymiarowe koło zapasowe i potrafisz je samodzielnie zmienić. Niestety, w wielu nowych autach producenci dają tylko zestawy naprawcze (pianki), które przy większym rozerwaniu opony są zupełnie bezużyteczne.
Wtedy jedynym ratunkiem jest wezwanie lawety, która zabierze nas do najbliższego wulkanizatora.
Kapryśna elektronika i padnięty akumulator
Dzisiejsze samochody to tak naprawdę jeżdżące komputery. Kiedyś, gdy zepsuł się maluch, wystarczył młotek i śrubokręt. Dziś awaria jednego małego czujnika potrafi całkowicie odciąć zapłon.
Bardzo częstym problemem jest też rozładowany akumulator. I nie mówimy tu tylko o mroźnych porankach w środku zimy. Zimą akumulatory dostają mocno w kość, to prawda.
Jednak latem, gdy klimatyzacja i wiatraki chłodnicy chodzą na pełnych obrotach, alternator też może nie wyrobić. Wtedy auto gaśnie i po prostu nie chce odpalić ponownie.
Przegrzany silnik i złe paliwo
Kolejny częsty powód przymusowego postoju to wyciek płynu chłodniczego. Pęknięty wąż czy dziurawa chłodnica sprawiają, że silnik błyskawicznie nabiera temperatury. W takiej sytuacji trzeba natychmiast zgasić auto, żeby nie zatrzeć silnika.
Zdarzają się też pomyłki na stacjach benzynowych. Nalanie benzyny do diesla (lub odwrotnie) brzmi jak głupi błąd, ale w roztargnieniu zdarza się to bardzo wielu kierowcom.
Nigdy nie próbuj odpalać auta, jeśli zorientujesz się, że wlałeś złe paliwo! Od razu potrzebna jest profesjonalna pomoc drogowa, która odholuje auto i wypompuje zawartość baku.
Krok po kroku: Jak bezpiecznie zachować się po awarii?
Dobra, stało się. Auto nie jedzie dalej. Najważniejsza zasada brzmi: najpierw zadbaj o bezpieczeństwo, a dopiero potem myśl o mechaniku. Stojące na jezdni auto to ogromne zagrożenie.
Musisz zrobić wszystko, aby inni kierowcy widzieli Cię z daleka i mieli czas na bezpieczne ominięcie Twojego samochodu.
Zjedź z drogi i włącz awaryjne
Jeśli poczujesz, że auto traci moc albo zgaśnie silnik, ale wciąż się toczysz, wykorzystaj tę prędkość. Postaraj się zjechać jak najbardziej na prawo.
Szukaj pobocza, zatoczki autobusowej, pasa awaryjnego, czy nawet szerszego zjazdu na pole. Byle tylko zabrać auto z głównego pasa ruchu. Od razu też włącz światła awaryjne.
Gdy już się zatrzymasz, zaciągnij hamulec ręczny. Jeśli jest ciemno, zostaw włączone światła pozycyjne, żeby auto było cały czas widoczne z tyłu.
Bezpieczne wyjście z samochodu
Zanim w ogóle otworzysz drzwi, załóż kamizelkę odblaskową. Powinieneś ją mieć gdzieś pod ręką, np. w schowku pasażera albo w kieszeni drzwi, a nie na samym dnie bagażnika pod walizkami.
Nigdy nie wysiadaj od strony jezdni, jeśli obok pędzą inne samochody. To bardzo niebezpieczne. O wiele mądrzej jest przesiąść się na fotel pasażera i wyjść prawymi drzwiami prosto na trawę lub za barierki.
Poproś też wszystkich pasażerów, aby wyszli z auta z prawej strony i stanęli w bezpiecznej odległości od drogi. Czekanie w zepsutym aucie na autostradzie to proszenie się o kłopoty.
Rozstawienie trójkąta ostrzegawczego
Teraz pora ostrzec innych. Wyciągnij trójkąt i rozstaw go w odpowiedniej odległości. Nie stawiaj go dwa metry za zderzakiem, bo nikt nie zdąży wyhamować.
Na autostradach i drogach ekspresowych trójkąt stawiamy aż 100 metrów za autem (to mniej więcej 100 dużych kroków). Na zwykłej drodze poza miastem wystarczy od 30 do 50 metrów.
W mieście trójkąt kładziemy zaraz za autem, a czasami nawet na dachu, żeby po prostu rzucał się w oczy.
Wezwanie wsparcia na miejsce
Kiedy Ty i auto jesteście już odpowiednio zabezpieczeni, możesz zadzwonić po fachowców. Nie próbuj naprawiać silnika na poboczu ruchliwej drogi, bo to stwarza ogromne zagrożenie dla Ciebie i innych.
Zadzwoń po sprawdzoną lawetę. Powiedz dokładnie, gdzie stoisz (możesz odczytać słupek kilometrowy na trasie) i co się stało. Dyspozytor podpowie Ci, co robić, póki pomoc nie dojedzie.
Dlaczego holowanie na lince przez kolegę to słaby pomysł?
Często pierwszą myślą po awarii jest telefon do znajomego lub kogoś z rodziny z prośbą o holowanie. Kupujemy linkę na stacji i próbujemy ciągnąć auto do domu. Chcemy zaoszczędzić, ale to bardzo pozorna oszczędność.
Po pierwsze, współczesne auta nie bardzo lubią takie zabiegi. Jeśli masz automatyczną skrzynię biegów, holowanie na lince jest kategorycznie zabronione. Bardzo szybko zniszczysz drogą w naprawie przekładnię.
To samo tyczy się aut hybrydowych, elektrycznych czy tych z napędem na cztery koła. W takich przypadkach wchodzi w grę wyłącznie laweta, na którą wciąga się całe auto.
Niebezpieczeństwo na drodze
Holowanie na miękkiej lince wymaga sporej wprawy od obu kierowców. Trzeba ciągle uważać, żeby linka była napięta. Jeśli tego nie dopilnujemy, możemy łatwo najechać na tył holującego nas auta.
Poza tym, kiedy silnik nie pracuje, kierownica obraca się z ogromnym trudem (brak wspomagania), a hamulec robi się twardy jak skała po dwukrotnym wciśnięciu. Jazda w takich warunkach to prawdziwa walka o przetrwanie.
Przypominamy też, że na autostradach przepisy całkowicie zabraniają holowania na lince. Grozi za to potężny mandat. O wiele lepiej i bezpieczniej jest zadzwonić po specjalistów z profesjonalnym sprzętem.
Sprawdzona pomoc drogowa MIRMAR – na nich możesz liczyć w okolicach Konina
Kiedy stoisz na mrozie lub w deszczu, nie chcesz czekać godzinami na pomoc. Potrzebujesz firmy, która działa szybko, ma dobry sprzęt i nie zedrze z Ciebie ostatnich pieniędzy.
Wielu kierowców podróżujących przez Wielkopolskę, czy to lokalnie, czy tranzytem, ceni sobie usługi rzetelnych firm holowniczych. Jeśli masz awarię w tej części kraju, pomoc drogowa MIRMAR to adres, pod który warto uderzyć.
To zaufana ekipa, która działa na rynku od dłuższego czasu. Są dostępni przez całą dobę, także w niedziele i święta. Mają nowoczesne autolawety, które bez problemu poradzą sobie z każdym autem, niezależnie od gabarytów czy rodzaju napędu.
Nie tylko holowanie, ale też pomoc na miejscu
Co ważne, ci fachowcy rzadko ograniczają się tylko do zapakowania auta na pakę. Bardzo często potrafią pomóc od ręki.
Rozładował Ci się akumulator i potrzebujesz mocnego startera, żeby odpalić auto? Nie ma problemu. Zabrakło Ci paliwa kilometr przed stacją? Dowiozą Ci karnister, żebyś mógł ruszyć w dalszą drogę.
Jeśli złapałeś gumę w niebezpiecznym miejscu i boisz się sam zmieniać koło, oni podjadą, zabezpieczą teren światłami i profesjonalnie to ogarną.
A jeśli przydarzy Ci się jakaś obcierka lub stłuczka, potrafią sprawnie i bezpiecznie zabrać uszkodzone auto z jezdni, współpracując z policją i strażą pożarną na miejscu zdarzenia.
Jeśli mieszkasz w okolicy lub często tamtędy przejeżdżasz, zdecydowanie powinieneś zapisać sobie ten namiar na pomoc drogowa Konin. Nigdy nie wiesz, kiedy taki numer uratuje Ci skórę. Pomoc drogowa MIRMAR to gwarancja, że nie zostaniesz z problemem sam na środku drogi.
Assistance z ubezpieczenia – czy to zawsze rozwiązuje problem?
Sporo osób myśli: „Przecież mam opłacone Assistance przy moim ubezpieczeniu OC/AC, po co mi prywatna pomoc drogowa?”. To bardzo powszechne, ale często zgubne myślenie.
Podstawowe, najtańsze pakiety Assistance mają masę kruczków. Często oferują holowanie tylko do najbliższego warsztatu wskazanego przez ubezpieczyciela (nie tam, gdzie byś chciał) albo mają ścisły limit kilometrów, np. tylko 50 km.
Innym dużym problemem jest czas oczekiwania. Ubezpieczalnie obsługują całą Polskę. W dni wzmożonego ruchu, przy gorszej pogodzie, czas oczekiwania na darmową lawetę potrafi wynieść 4, a nawet 8 godzin.
Dlatego, nawet mając wykupioną polisę, zawsze warto mieć w zanadrzu bezpośredni numer do lokalnej firmy holowniczej. Prywatna laweta przyjedzie na miejsce błyskawicznie, bez dzwonienia po infoliniach i słuchania muzyczki na czekaniu.
Kilka minut, które mogą zaoszczędzić mnóstwo nerwów
Oczywiście awarii nigdy nie da się w stu procentach uniknąć, ale możemy znacznie zmniejszyć jej prawdopodobieństwo. Wystarczy kilka prostych nawyków, zwłaszcza przed dłuższą podróżą.
Raz na jakiś czas zajrzyj pod maskę. Wyciągnij bagnet i sprawdź, czy jest olej. Zobacz, czy płyn chłodniczy jest pomiędzy kreskami min i max. Dolej też płynu do spryskiwaczy – dobra widoczność to podstawa.
Podejdź do auta i sprawdź opony. Czy nie są zbyt „kapciowate”? Słabe ciśnienie to gorsze prowadzenie i ryzyko wystrzału opony przy dużej prędkości. Poproś też kogoś, żeby zobaczył z tyłu auta, czy świecą Ci wszystkie żarówki (zwłaszcza stopy i kierunkowskazy).
Zadbaj o to, żeby w bagażniku zawsze jeździła apteczka, trójkąt i wspomniana wcześniej kamizelka odblaskowa. Warto też rzucić gdzieś do schowka dobrą latarkę i parę roboczych rękawiczek – bardzo się przydają przy zmianie koła w deszczowy dzień.
Słowem podsumowania
Jazda samochodem to duża wygoda, ale też pewna odpowiedzialność. Jeśli Twoje auto pewnego dnia powie „dość” i odmówi dalszej jazdy, po prostu weź głęboki oddech.
Najważniejsze to bezpiecznie zjechać na bok, ubrać kamizelkę, wystawić trójkąt i usunąć się z jezdni. Kiedy zadbasz o siebie i bliskich, pozostaje tylko chwycić za telefon.
Nie kombinuj z holowaniem na lince, jeśli nie masz o tym pojęcia, lub jeśli auto się do tego nie nadaje. Wybierz profesjonalistów, zadzwoń po niezawodną pomoc drogową MIRMAR i pozwól fachowcom wykonać ich pracę. Twój spokój i bezpieczeństwo są warte o wiele więcej niż te parę zaoszczędzonych na lawecie złotych.